O wzroście liczby zachorowań na odrę głośno było w ubiegłym roku. Niestety dane WHO nie napawają entuzjazmem.
Komisja Weryfikacyjna ds. Eradykacji Odry i Różyczki Europejskiego Regionu WHO podała, że pierwszy raz od 2012 roku Albania, Czechy, Grecja i Wielka Brytania straciły status „kraju wolnego od rodzimych zachorowań na odrę”. Dane WHO przedstawiające liczbę zachorowań w pierwszej połowie br. wskazują, że w Europie odnotowano blisko 90 tysięcy zachorowań, z czego aż 50 tysięcy na Ukrainie. To ogromny wzrost, w 2018 roku odnotowano blisko 6 tysięcy mniej zachorowań.
Z danych opublikowanych przez WHO wynika, że na skutek powikłań po chorobie zmarło 37 osób, z czego większość stanowiły dzieci poniżej 10 roku życia. Od początku stycznia do końca okresu wakacji w Polsce odnotowano 1360 przypadków odry. Sytuacja jest poważna – odra to poważna choroba wirusowa, która przenosi się drogą kropelkową, przez co nie trudno o zarażenie. Na chwilę obecną Polska uzyskała status kraju „endemicznego dla odry”, co oznacza, że w naszym kraju odnotowywane są przypadki zachorowania na odrę.
Szacunki Światowej Organizacji Zdrowia wskazują, że odra powoduje blisko 10% wszystkich zgonów wśród dzieci poniżej 5. roku życia. Co ważne, badacze wskazują, że wirus odry oddziałuje na układ immunologiczny, osłabiając jego działanie przez blisko 3 lata po zachorowaniu, co przyczynia się do większej podatności na inne zachorowania. Czy czeka nas epidemia?